Bil Sport Active płyn do prania odzieży aktywnej

Bil Sport Active

Bil Sport Active płyn do prania odzieży aktywnej czyli jak dbać o techniczne ciuchy. Wbrew pozorom pranie odzieży aktywnej nie jest takie banalne jak mogłoby się wydawać. Zaawansowane materiały nie zawsze dobrze reagują na popularne środki a za chemię specjalistyczną trzeba słono płacić. Na szczęście to już jest za nami dzięki Bilowi Sport.

Dobra odzież sportowa naprawdę działa czyli oddycha, dobrze odprowadza wilgoć i błyskawicznie schnie. Na początku zawsze jest cudownie, ale wraz z rosnącą liczbą  przepracowanych roboczogodzin jakość pracy spada. Długo myślałem, że jest to kwestia naturalnego zużycia, ale później dotarło do mnie iż chemia do normalnych ubrań nie pozostaje bez wpływu na to co dzieje się odzieżą aktywną.

Przez lata próbowałem wszystkiego począwszy od proszku, poprzez mydła różnego rodzaju na żelach do prania skończywszy. Wszystko znane i markowe. Efekty są… różne szczerze mówiąc. Uważam, że proszek jest “za ostry” do, relatywnie, delikatnej odzieży sportowej. Wypierze wszystko, ale później koszulki nie są już takie milusie w dotyku. Jest jakoś inaczej. Mydło nie pierze tak dobrze, ale ubrania są “bez nalotu”. Żele do prania piorą dobrze, ale dodatki w nich zawarte sprawiają że koszulka robi się śliska i jest odczuwalne coś na kształt “efektu lanoliny” czyli nieprzyjemnie podwyższonej śliskości. Kiedyś trafiłem na jakiś perfumowany środek i efekt był taki, że przez całą wycieczkę zbierało mi się na pawia bo czułem ten cholerny dodatek zapachowy, który był wstrętny, a jadąc na rowerze nawdychałem się go jak głupi. To naprawdę nie było fajne.

Oczywiście mamy też chemię dedykowaną do ubrań sportowych tylko, że jest ona bardzo ale to bardzo droga. Mała butelka 0,5 kosztuje od 20 PLN i więcej w zależności kto widnieje jako producent. Jeżeli pierzesz się raz na dwa tygodnie to nie jest problem. Jeżeli jednak pierzesz się raz na dwa DNI to koszt takiej zabawy przestaje być wesoły. Z uwagi na powyższe bardzo długo rzeźbiłem pranie ręcznie przy użyciu tego co było pod ręką starając się omijać to co ewidentnie mogłoby zaszkodzić moich rowerowym wdziankom. Prawdę mówiąc to pogodziłem się z takim stanem rzeczy bo cóż innego mogłem zrobić. Ciągle dręczyło mnie to, że ubrania są niby czyste ale ani zapach ani wrażenie z dotyku po praniu nie są takie jak bym tego oczekiwał. Podobnie było z oddychalnością: raz lepiej raz gorzej. Kurtki z membrany nie prałem baaaardzo długo bo szkoda mi było kasy na markowy produkt do czegoś co po kilku dniach i tak było całe ubłocone a zwykłych środków po prostu się bałem.

Przełom nastąpił dokładnie rok temu kiedy przy okazji zakupów znalazłem w sklepie płyn do prania 0,5 l przeceniony z 25 PLN na 16 PLN. 16 zeta to ryzyko, które byłem skłonny ponieść w imię poszukiwań dobrego, i w dobrej cenie, środka do prania. Dopiero w domu dopatrzyłem się, że jest to kolejny produkt sygnowany jakąś tam firmą, ale szczęśliwie było też logo producenta. Polskiego producenta! Byłem mile zaskoczony tym faktem, ale moją uwagę przykuł bardzo miły zapach samego mydła oraz deklarowana wysoka wydajność.

Na pierwszy ogień poszła moja  (od lat nie prana – aż wstyd się przyznać :) codzienna kurtka membranowa North Finder. Jako nowa miała całkiem dobre parametry: 10,000 mm H2O, oddychalność 7,000 g/m2/24h oraz rzeczywiście była wiatroodporna. Mam ją do tej pory bo jest bardzo dobra pomimo tego, że już nie tak jak na początku. NF był mocno naznaczony codziennością życia w mieście oraz spacerami po górach czy lesie na nizinach. Gołym okiem było widać, że naprawdę trzeba uprać te kurtkę, ale nie do końca chciałem ją wsadzać do pralki w obawie przed zniszczeniem membrany w czasie prania. Wobec powyższego w ruch poszła plastikowa miska i od razu pierwszy plus: środek działa już od 30*C. W tej chwili powinienem wkleić zdjęcie, ale doszedłem do wniosku że widok miski z wodą, która ma kolor dziecięcej biegunki a ze środka wystaje kawałek zielonego nie przywoła na myśl nic innego jak cytat dozorcy z Alternatywy 4, że “zielone z brązowym wygląda jak kupa w lesie”. Widok był tak samo żenujący jak i zabawny w pewien sposób… Pomimo zastosowania prymitywnej technologii prania efekt przeszedł moje najśmielsze oczekiwania. Kurta nabrała kolorów jak po wizycie u lakiernika. Po naturalnym wyschnięciu bardzo dokładnie wymacałem materiał szukając jakiś pozostałości środka piorącego. Nic. Wszystko czyste, ale bez żadnych oznak działań złych mocy. ŁAŁ! Może być nieźle – pomyślałem. I było. Naprawdę było nieźle.

Ubrania w końcu były autentycznie dobrze wyprane i pozbawione różnych niespodzianek w zależności od typu środka piorącego. Cały czas nie dawało mi spokoju to, że to nie jest prosto od producenta tylko od pośrednika więc zapewne płyn mógłby być jeszcze lepszy.  Na szczęście na butelce widniało logo firmy Libella Nazwę kojarzyłem pi*drzwi więc czytając z kim mam do czynienia tym razem byłem mocno zaskoczony, że trafiłem na organizację o tak długiej tradycji oraz ze 100% polskim kapitałem. Oferta jest naprawdę bogata i mają sporo fajnych rzeczy, ale mnie interesował tylko jeden produkt: płyn do prania odzieży aktywnej Bil Sport Active. Od razu widać było, że są różnice pomiędzy tym co kupiłem wcześniej a “pełną” wersją. Bil miał mieć zapach określany jako Fresh Energy oraz DEO EFEKT, który rzekomo neutralizuje brzydkie zapachy. Fajno – pomyślałem i zająłem się przeglądaniem aromatów do ciasta.  Obejrzawszy wszystko co mieli na składzie wróciłem do lektury i dopiero wtedy zauważyłem, że mają też sklep i od razu można kupić co tylko dusza zapragnie. Pełna oferta jest dostępna tutaj Firma Libella – allegro.

Teraz czas na najlepsze: Bil Sport Active kosztuje u producenta 12, 50 PLN za 0,5 litra! Bez żadnych promocji i inny automagicznych przecen. Mało tego odbiór osobisty jest w Warszawie w siedzibie firmy. Po prostu cudownie! Kupiłem, przyjechałem, zapłaciłem i odebrałem. 4 butelki. A co! Dopiero w domu dotarło do mnie, że może lekko przegiąłem z ilością, ale koniec końców stanęło na tym że najwyżej się przemęczę czas jakiś i tyle. Optymistycznie założyłem, że środek nie będzie gorszy niż to co miałem wcześniej…

Pierwsze testy to było wąchanie i porównanie z resztką tego co zostało mi z pierwszego zakupu. Kolor i konsystencja jest dokładnie taka sama, ale Bil Sport ładniej pachnie. Czuć delikatnie świeży zapach, który jest bardzo przyjemny i nie powoduje chęci puszczenia pawia. To już COŚ! Niestety mam tak, że nie toleruje znakomitej większości “aromatów” jakimi raczą nas producenci chemii do prania. Kamień spadł mi z serca. Fresh Energy naprawdę pasuje do tego co czuć. Druga kwestia jest bardzo ciekawa ponieważ Libella twierdzi iż płyn zawiera “neutralizator zapachów“, który “dodatkowo w swojej formule zawiera neutralizator zapachów, który działa jak antyperspirant, pochłaniając pot i długo utrzymując świeżość tkaniny. Gwarantuje niezawodną, bezpieczną pielęgnację i ochronę tkanin sportowych” Tiaaaaa… :) W przeciwieństwie do różnych deklaracji tę można było bardzo łatwo i szybko sprawdzić. Do roboty zaprzęgnąłem koszulkę z długim rękawem Hi-tec oraz rękawiczki letnie Decathlon https://endurorider.pl/decathlon-letnie-czarne/ Testu koszulki nie ma na stronie, ale w skrócie: używam jej od kilku lat i jest ok poza jedną drobniusią wadą: POTWORNIE z niej śmierdzi. Nie wiem na czym polega ten motyw, ale po jednym dniu jazdy naprawdę nie sposób jej założyć ponownie bez prania. Używając jej w Beskidach zastanawiam się kiedy podbiegnie do mnie dzik i zapyta “panie, gdzie żeś pan znalazł taką padlinę? zapach się niesie po całej dolinie! Też bym taką przytulił” Do tej pory jest to moja jedyna tak urokliwa koszulka z długim rękawem. O rękawiczkach wspominałem wielokrotnie, że śmierdzą i to tak, że cuchną od nich dłonie. Jedno i drugie prane wielokrotnie w różnych środkach bez oszałamiających efektów.

Pierwsze starcie Bila Sporta z brudami miało miejsce w misce czyli pranie ręczne. Dozowanie wedle przepisu z butelki czyli: W oczy rzucają się dwie rzeczy: woda zmieniająca kolor a po praniu łatwość z jaką wypłukuje się płyn. Ta druga cecha jest po prostu fantastyczna bo nie trzeba wielokrotnie płukać ciuchów aby przestały się pienić etc. To ogromna oszczędność wody i czasu. Bardzo mi się to spodobało.

Po wyżęciu czuć bardzo przyjemny, delikatny świeży zapach. Kolejny duży plus jak dla mnie. Po wyschnięciu jest podobnie – przyjemny delikatny świeży zapach. Wobec powyższego czas na testy. Po pierwszym dniu jazdy okazało się, że Hi-tec praktycznie nie śmierdzi! Owszem, w stosunku do innych ubrań czuć było, że nawet za nowości, nie był to wyrób pierwszego sortu, ale wobec tego co było wcześniej sytuacja odwróciła się diametralnie. Po całym dniu jazdy nie musiałem jej prać od razu po powrocie. Mało tego, wyjeździłem w niej cały następny dzień i dopiero wtedy ponownie wyprałem. Z rękawiczkami było nawet lepiej: też przestały śmierdzieć, ale ten efekt utrzymał się znacznie dłużej. Totalne pozytywne zaskoczenie.

Aby nie dać się zwieść w ruch poszły praktycznie wszystkie moje ciuchy oraz skarpety czyli: Hi-Mountain, Campuss, 4F, Brugi, Alpine Pro, Decathlon (pod różnymi markami), Hi-tec, Lidl (też ich własne marki), Fell Free i generalnie wszystko to co akurat było pod ręką łącznie z zasikaną przez kota pościelą. Naprawdę dużego kota, któremu po całym dniu konstruktywnego gnicia po kątach nie chciało się iść do kuwety. Bil Sport bez problemu wyprał kocie siuśki a końcowa użytkowniczka pościeli (lat 9 i pół) nie zgłaszała żadnych uwag co do jakości prania :) Bilem Sportem zostały wyprane: koszulki, spodenki, shorty, lycra, skarpety, windstopery, soft shelle, kamizelka, wyściółka od kasku, rękawiczki oraz normalne ubrania no i wspomniana wyżej pościel. Za każdym razem efekt był bardzo dobry.

Neutralizator zapachów NAPRAWDĘ działa! Najbardziej to czuć w spracowanych ciuchach oraz tych podłej jakości. Ani razu nie zauważyłem negatywnego wpływu Bil Sport na praną odzież.

W tej chwili Bil Sport jest testowany przez moich znajomych, których poprosiłem o wypróbowanie tego płynu piorącego. Póki co nie ma żadnych krytycznych uwag.

Ostatnio z kolejną partią Bila Sporta dostałem 90 ml saszetkę. Jest to genialna sprawa na nie stacjonarny wyjazd w góry! 90 ml starcza na jedno bardzo duże pranie albo dwa mniejsze a przy oszczędnym używaniu na jeszcze dłużej.

Nie trzeba wozić w plecaku butelki 0,5 a wystarczy kilka saszetek i nie trzeba jeździć w brudach następnego dnia. Mam nadzieje, że będzie opcja aby kupić saszetki oddzielnie bo jest to naprawdę świetna rzecz na wyjazdy.

Sprawdziwszy skuteczność produktu Libelli w praniu ręczny zacząłem się prać w pralce na skróconym programie, w 30*C oraz bez wirowania. Co ciekawe różnic producenci mają różne wytyczne i tak niektórzy definitywnie zabraniają wirować a inni nakazują nakazują odwirować ciuchy na bardzo wysokich obrotach.

PAMIĘTAJ ABY ZAWSZE PRAĆ ODZIEŻ ZGODNIE Z WYTYCZNYMI PRODUCENTA!

Skoro już o producentach mowa to Bil Sport ma rekomendację wszystkich największych firm odzieżowych takich jak: 4F, Brubeck, Activewear etc – pełna lista jest na stronie Bila

Bil Sport Active jest po prostu świetny! Z ręką na sercu mogę napisać iż do tej pory nie używałem lepszego środka w tak dobrej cenie. Tym bardziej cieszy fakt, że jest to polski produkt.

Jedyna “wada” to brak dużej butli 1l, która byłaby idealna co codziennych przepierek. Poza tym same superlatywy.

Jeżeli nie chcesz przegapić żadnej aktualizacji strony Endurorider.pl zapisz się do Newslettera

Jeżeli w komentarzu podano prawdziwy adres e-mail to dostaniesz informację kiedy Twoja wypowiedź zostanie opublikowana. Pamiętaj aby sprawdzić folder SPAM.

kamil/Endurorider.pl

Autor: 

Twórca i założyciel Endurorider.pl Bezkompromisowy wielbiciel grubych opon i prawdziwej górskiej jazdy.

Powiązane wpisy

Jeden komentarz do “Bil Sport Active płyn do prania odzieży aktywnej”

  1. […] prania odzieży sportowej wraca jak bumerang. Póki co moim numerem jeden nadal jest https://www.endurorider.pl/bil-sport-active-plyn-prania-odziezy-aktywnej/ W dalszym ciągu jestem zachwycony tym środkiem, ale ostatnio wpadł mi w ręce produkt […]

Podziel się swoją opinią