Mbike Avenger

Mbike avenger czyli coś czego nie było na mojej stronie od dawna… fabryczny rower! Ten tekst kieruję do wszystkich osób, które myślą o powrocie na rower aby cieszyć się jazdą dla przyjemności i zastanawiają się jaki typ roweru wybrać. Przyznam się, że miałem nie lada problem z wejściem w skórę takiej osoby… a zwłaszcza aby przyjąć do wiadomości iż rekreacyjna jazda na rowerze jest tak samo fajna jak oporowe pałowanie sprzętu. 

Styczność z Avengerem przypomniała mi, że nie wszyscy fani 26″ kółek stawiają sobie za punkt honoru zjazd z każdej możliwej góry w Beskidach. Czy udało mi się przestawić? Odpowiedź znajduje się w treści a teraz przejdźmy do sedna sprawy rozpoczynając od okoliczności, które doprowadziły Mbike’a na strony mojego serwisu.

Od razu zaznaczam, iż Avenger nie był w górach zatem to nie jest test tylko artykuł, który można nazwać prezentacją.

Historia jest bardzo prosta: nawróciłem jednego osobnika na jazdę na rowerze i trzeba było zakupić  jakiegoś bicykla.  Jak zwykle w takiej sytuacji budżet był maksymalnie mały, na wypadek gdyby powrót do sportu okazał się pomyłką, zatem rower miał się zamknąć w kwocie poniżej 1200 PLN i koniec dyskusji. To było niecały rok temu. Z uwagi na to, że Bartłomiej jest osobą mojej postury w grę wchodził rower górski na kołach 26″ tak aby nie było problemów sprzętowych w postaci zdemolowanych kół. Niestety ówczesna oferta rynkowa nie była zbyt bogata dla tej kwoty i od razu natrafiłem na pewną prawidłowość, która doprowadzała mnie do szału. Tylne koło zbudowane na piaście pod wolnobieg. Pisałem już wielokrotnie, że jest to jedno z kilku rozwiązań technicznych, których szczerze nienawidzę (przeczytaj dlaczego) ale cóż było robić. Pomimo moich ogromnych oporów musiałem się z tym pogodzić i rozpoczęło się wertowanie  oferty poszczególnych producentów. Nie mogę w tym miejscu odmówić sobie odrobiny złośliwości i pokazać środkowy paluszek sklepom, które mają towar na stanie tylko, że nie mają go na stanie bo ktoś zapomniał zaktualizować stronę sklepu.

Koniec końców okazało się, że rower spełniający kryteria i będący w Warszawie to Avenger zatem udaliśmy się do sklepu. Sprzęt był, rozmiar też wobec czego odbyła się przejażdżka na ramie 21″ a następnie 19″. Wygrała ta pierwsza. Od razu postawiłem ultimatum w sklepie, że jeżeli badziewiasta sztyca dwuczęściowa nie zostanie zastąpiona monolitycznym modelem to nie będzie żadnej rozmowy. Właśnie takie niuanse są powodem, dla którego będę zawsze powtarzał że laik powinien wziąć ze sobą kogoś obeznanego w temacie tak aby ograniczyć do minimum możliwość wtopy.

Sztyca została wymieniona bez dodatkowej opłaty i rozpoczęły się negocjacje. Cena katalogowa została obniżona a zakup sfinalizowany.

W przeciwieństwie do prezentacji, które dotyczą nowych rowerów, Avenger miał przejechane ok. 800 km kiedy trafił w mojej ręce. Specjalnie chciałem dostać używany rower tak aby móc napisać o wszystkim co wydarzyło się od chwili jego kupna i wypunktować elementy, które okazały się być najsłabsze.

ATB

Producent zalicza Avengera do grupy ATB czyli All Terrain Bicycle. Jest to grupa rowerów, która ma umożliwić jazdę w każdych warunkach przy zachowaniu komfortowej pozycji. Już na pierwszy rzut oka widać bardzo duży wpływ rowerów górskich jednakże różnica pomiędzy ATB a MTB to geometria, która jest mniej agresywna a przez to wygodniejsza do jazdy na co dzień. Takim rowerem można śmiało jeździć po mazowieckich lasach.

 

Rama

Rdzeń Mbike’a  jest wykonany ze stopu aluminium 6061 i ma klasyczny kształt dwóch diamentów. Ku pokrzepieniu serc producent określa go jako “heavy duty alloy” :)  Jest to znany i sprawdzony w bojach budulec, który nie sprawia problemów. Do dyspozycji mamy również adapter hamulca tarczowego – standard IS. Tylny trójkąt ma profilowane wszystkie rury (Snake Stayes) co wygląda fajnie oraz ma za zadanie poprawić odporność na rozpychanie rur przez V-braki w czasie hamowanie.

Poniżej są efektywne wymiary ramy czyli wynik moich pomiarów dla rozmiaru 21″.Teraz rzut oka na wzmocnienia na ramie.

Wzmocnienie pod główką ramy

oraz w okolicach połączenia górnej rury z pod siodłową.

Rzecz jasna wymienny hak jest na wyposażeniu. Przekroje rur nie szokują, ale całość wygląda ok. Ode mnie duży plus za świetną szatę graficzną roweru. Czerń, biel oraz zielone akcenty bardzo mi przypadły do gustu. Biały widelec i korba świetnie komponują się w tym zestawieniu.

Pozostałe komponenty

Uważam, że komponenty są dobrane całkiem dobrze. Praktycznie wszystko co jest przykręcone do roweru pochodzi od znanych producentów i za to należy pochwalić MBike’a. Niestety walka o niską cenę zmusza do pójścia na kompromis i wymusza oszczędności. Najbardziej widać to w napędzie opartym o wolnobieg. Jakkolwiek jesteś świadom tego, że dla odbiorcy tej kategorii sprzętu jest to wystarczające rozwiązanie to nie mogę się z tym pogodzić i do samego końca będę kręcił nosem.

Skoro o napędzie mowa to należy zaznaczyć, że jest skomponowany z podzespołów Shimano poza łańcuchem KMC Z50 oraz korbą SR Suntour V3 współpracującą z suportem “na kwadrat” (dowiedz się więcej o typach suportów). Przerzutki to: Turney FD TZ 20 (przednia)

oraz Altus RD M310 (tylna) z charakterystycznym dużym dolnym kółkiem.

Praktyka pokazuje, że osprzęt jednego producenta działa  najlepiej, ale w tym przypadku nie ma żadnych konfliktów. W chwili kiedy dostałem rower to miał on przejechane ok 800 km co w żaden sposób nie wpłynęło na płynną i precyzyjną pracę łańcucha. Jak na komponenty tej klasy to byłem miło zaskoczony i poza drobną korektą nic nie robiłem. Również korba XTC V3 (42/32/22)  nie sprawiała mi żadnych problemów a łańcuch zmieniał położenie płynnie i bez protestów.

Do zmiany przełożeń służą klamko manetki Shimano z serii EF-50 7R przystosowane do napędu 3×7 oraz hamulców V-brake

Tutaj obyło się bez żadnych przykrych niespodzianek – obecne od lat na rynku komponenty po raz kolejny potwierdziły swoją niezawodność oraz łatwość obsługi.

Lekko gięta kierownica jest szeroka na 60 cm a mostek (10 cm długości efektywnej) to wypusty firmy Uno. Gripy to klasyczny okrągły model, który nie powoduje otarć choć według mnie mogły by być nieco grubsze.

Ktoś mądry z Mbike’a pomyślał i zamiast przycinać rurę sterową widelca dołożył 3 podkładki pod mostek dzięki czemu można dostosować pozycję do swoich wymagań.

To jest mała, ale naprawdę ważna rzecz. Stery to system A-head o średnicy 1/1/8″. Rodzaj sterów był drugim kryterium wyboru roweru ponieważ powiedziałem właścicielowi, że nie dotknę się do żadnego roweru, który będzie miał klasyczne stery skręcane, których nie znoszę prawie tak jak wolnobiegu.

Widelec SR Suntour XCT V3 teoretycznie ma maksymalny skok na poziomie 90 mm jednak ja stawiam na 70 mm realnego ugięcia. Amor nie posiada żadnego tłumienia i jest wyposażony tylko w regulację ugięcia wstępnego (twardości) Co ciekawe, podczas spokojnej jazdy V3 okazała się być całkiem sztywną bocznie konstrukcją co było miłym zaskoczeniem, ponieważ zazwyczaj takie widelce gną się na wszystkie strony bez opamiętania. Widelec pracuje pod wpływem dużych nierówności, małe ignoruje a średnie bierze na siebie od czasu do czasu. Płynność skoku jest adekwatna do ceny czyli niska. Niestety XCT ma plastikowe ślizgi, podobnie jak Hikari TL, zatem wymaga smaru do amortyzatorów RST, którego od dosyć dawna nie widziałem. Inne smary nie zapewniają tak dobrego poślizgu plastiku ze stalą.

Za wytracanie prędkości odpowiadają hamulce Tektro, które pasują do rekreacyjnego charakteru całego roweru z uwagi na spokojne i przewidywalne dozowanie siły jednak w stosunku do moich oczekiwań były za słabe.

 

Koła są oparte o pojedynczo oczkowane, dwuścienne obręcze  Weinmann ZAC 2000

piasty Joytech, szprychy CN Silver (2×32) oraz opony Schwalbe Albert 2,25″.

 

Fajny zestaw w rowerze za tę cenę. Gdyby tylko tylna piasta była kasetowa to byłoby świetnie a tak mam nieodparte wrażenie iż specyfikacja jest tak zrobiona aby odwrócić uwagę od serca tylnego koła.

W chwili kiedy kończyłem moją przygodę z Avengerem koła były w dobrym stanie i nie wymagały interwencji serwisowej. Nie ukrywam, że uważam to za miłe zaskoczenie. Szczególną uwagę poświęciłem osi tylnej piasty, która ma tendencję do wyginania się, jednak ku mojej ogromnej radości, okazało się iż jest ona prosta. Konusy oraz reszta bebechów były w dobrym stanie, smar był względnie czysty.

Podobało mi się również zastosowanie markowych pancerzy Jagwire. Miły detal.

Rower ważyłem razem z dodatkowym wyposażeniem tj: lampkami, osłoną na dolną rurę widelca etc.  zatem waga gołego roweru będzie nieco niższa. Sprzęt gotowy do codziennej jazdy waży całkiem znośnie.

Jak się jeździ na Mścicielu?

Przed rozpoczęciem moich jazd dokonałem w rowerze tylko jednej zmiany w postaci zamontowania pedałów SPD. Poza tym niczego nie ruszałem.

Pozycja jest wygodna i siedzi się bardzo przyjemnie. Kanapowe siodło dba o komfort  4 liter. Niezbyt pasował mi rozmiar ramy ponieważ nie lubię wysokich konstrukcji. Długość górnej rury jest przyjazna dla osoby o wzroście około 185 cm jednak uważam, że w/w rura powinna być dużo niżej dzięki czemu uzyskano by większy przekrok.

Pierwsze kilometry potraktowałem jako wstęp do właściwej jazdy więc spokojnie się turlałem i przy takiej jeździe rower jest idealny. Crusing czyli “jazda z godnością” to przeznaczenie tego roweru. W myśl tej zasady poruszam się sprawnie, ale bez zbędnego pośpiechu. Jest naprawdę miło. Nieco we znaki dają się opory powietrza powodowane przez duże terenowe opony, ale tę niedogodność kompensuje ich dzielność w terenie. Alberty radzą sobie całkiem dobrze na drogach gruntowych a przyczepność w przechyle z nawiązką zaspokoi potrzeby większości rowerzystów.

Napęd chodził płynnie, pod obciążeniem też nie było najgorzej. Po prostu żyć nie umierać. Sprowokowany obiecującym wstępem postanowiłem dać porządnie czadu i  zaczęły się problemy. Avenger nie znosi agresywnej jazdy i od razu się buntuje. Relaksacyjna geometria powoduje wołowatość i wolną reakcją na ruch kierownicą. Przy większych prędkościach daje o sobie znać zbyt wąska kierownica i za słabe hamulce. Agresywny sprint oraz atakowanie wzniesień z twardych przełożeń pokazują elastyczność suportu oraz wiotkość samej ramy. Podobnie było z amortyzatorem, który dobitnie przypomniał mi o braku tłumienia odbicia, 0-1 charakterystyce ugięcia i niskiej czułości. Ponadto geometria powoduje mocniejsze dociążenie tylnego koło więc przód potrafi lekko uciekać. Miałem tez w pamięci fakt, że osie własnych kół z wolnobiegiem załatwiałem błyskawicznie więc dałem sobie na luz zanim pojawiły się pierwsze ofiary.

Po chwili dotarło do mnie, że potraktowałem Mbike’a w taki sam sposób jak moją codzienną Meridę, czyli niezgodnie z przeznaczeniem, ponieważ to nie jest rower górski. To był moment, w którym zdałem sobie sprawę z tego że nie mogę wymagać od takiego roweru tyle samo co od moich własnych maszyn, zatem postanowiłem trzymać się tego, że jestem osobą która chce wrócić na rower po to aby cieszyć się jazdą.  Wrzuciłem lżejsze przełożenie i zamiast pilnować cyferek na wyświetlaczu postanowiłem “jeździć z godnością”. Avenger natychmiast odzyskał swoje zalety a wypad terenowy zamienił się w przejażdżkę.

Ujeżdżałem Avengera przez ponad tydzień i skłamałbym mówiąc, że było mi z nim źle. Owszem to nie jest rower dla kogoś takiego jak ja, ale jeździ się na nim bardzo sympatycznie. Nigdy nie miałem obaw o to, że nie dojadę tam gdzie chciałem. Nie zaliczyłem żadnej awarii. Wiotkość ramy nie była problemem ponieważ rower brał na siebie dużo więcej niż sztywne konstrukcje więc jazda była wygodniejsza. To co dla niektórych osób jest wadą staje się zaletą dla kogoś innego i trzeba o tym pamiętać.

Wady

Po przebiegu ok 1000 km  wyszły dwie większe usterki Mbike’a. Po pierwsze strzelający suport, który wymagał wymiany na nowy pomimo tego iż nie wykazywał jakiś ordynarnych luzów.

Koszt nowego to ok 25 PLN, serwis we własnym zakresie. Początkowo miałem poważne obawy czy to rama nie strzeliła, ale na szczęście okazało się że wszystko jest z nią w porządku.

Druga kwestia to łańcuch KMC 50, który po raz kolejny okazał się być nieporozumieniem zaliczając zgon poniżej połowy tego co powinien był przejechać. Pomiaru dokonałem używając taniego i mało precyzyjnego narzędzia, które pokazuje za późno iż łańcuch jest do wyrzucenia. W chwili kiedy robiłem to zdjęcie to KMC nadawał się na złom. Dalsza jazda przy takim rozciągnięciu spowoduje zniszczenie kół łańcuchowych zarówno wolnobiegu jak i korby. Dużo taniej jest kupić i założyć nowy łańcuch. Koszt ok 35 PLN.

Jednak największą niespodzianką okazał się amortyzator, który rozebrałem w celu sprawdzenia w jakim stanie są bebechy. Drodzy Państwo oto co zastajemy w środku po zdjęciu dolnych goleni.

Teraz zróbmy zbliżenie tak aby dokładnie pokazać w czym rzecz.

Otóż to, lewa goleń jest PUSTA! Kompletnie pusta. Na dole nawet nie ma śruby tylko zaślepka. Niesymetryczność  wnętrzności amortyzatora to normalna rzecz: w jednej goleni jest tłumik a w drugiej sprężyna etc, jednak pustka z jednej strony to jest coś co mnie poważnie zastanowiło. Po chwili dotarło do mnie, że mam do czynienia z widelcem Lefty, tylko że ktoś zapomniał odciąć pustą stronę. Nie wiem ile producent zaoszczędził na takiej specyfikacji, ale to zakrawa na absurd no bo ile mogą kosztować 4 elementy? Z technicznego punktu widzenia to nie ma wpływu na pracę ani żywotność amortyzatora jednak tak skrajnie daleko posunięte oszczędności to moim zdaniem przesada. Trzeba było założyć gorsze opony a nie kastrować widelec.

W czasie oglądania ramy jeszcze jedna kwestia zwróciła moją uwagę.

Tak, tak wygląda na to że dolna rura tylnego trójkąta jest wyprofilowana tak, że w najszerszym punkcie mija się z oponą choć to właśnie na styku gumy i ramy powinno być najwięcej miejsca. Czy to źle? Właściwie to nie, ale mnie to rozbawiło :)

Dla kogo jest ten rower?

Mbike Avenger 3 jest dla osoby, która lubi jeździć ale nie zamierza wymagać od niego możliwości jakie daje rower MTB.  Jako seryjny produkt jest to wdzięczny kompan przejażdżek jednakże geometria ramy sprawia iż nie ma tam żadnego ukrytego potencjału, który można wyciągnąć na światło dzienne. Nawet po zmianie widelca i tylnego koła na lepsze to nadal będzie rower do “jazdy z godnością” a nie do ganiania się po lesie ani tym bardziej po górach. Owszem prostą technicznie górską szutrówkę przejedzie, ale to by było na tyle w tym względzie.

Według mnie jest to ciekawa propozycja dla kogoś kto wraca do rowerowania, ale wie że wystarczy mu rekreacja. W takim układzie będzie bardzo zadowolony ponieważ rower jest dobrze skomponowany a konieczne wymiany zużytych (przedwcześnie) części nie są drogie. Z czasem można pokusić się o nieco lepsze komponenty co nie zmieni drastycznie oblicza tego roweru a poprawi komfort i prowadzenie w terenie.

Podsumowanie: dobry na początek jednak nie będący solidną bazą wartą doinwestowania i rozbudowy. Jeżeli chcesz zobaczyć czy złapiesz cyklozę to Mbike Avenger jest dobrą propozycją, którą warto wziąć pod uwagę. Nie jest to bezbłędny zestaw, ale trzeba podkreślić iż naprawdę nie jest zły dla osoby która nie będzie stawiać mu wymagań pokroju rowerów MTB.

Aktualizacja 30/05/2011

Zgodnie z moimi przewidywaniami wolnobieg pokazał swoje prawdziwe oblicze.  Dzisiaj odmówił współpracy z nowym łańcuchem. W czasie mocniejszego depnięcia łańcuch skacze.  Rower nie ma przejechane nawet 1,5 tys km a napęd jest już skazany na dożywocie. Naprawdę wolnobieg to jest porażka na całej linii.

Aktualizacja 31/05/2011

Niestety to nie koniec kwestii napędowej w Mbikeu. Po założeniu starego łańcucha napęd zaczął strzelać :( W najbliższych daniach będziemy zakładać nowy wolnobieg oraz łańcuch, który już czeka na montaż. Na początku przyszłego tygodnia dalsze aktualizacje oraz instrukcja serwisowa dla tego procesu.

Aktualizacja 26/10/2011

W dniu kiedy Mbike został kupiony powiedziałem, że dzień wymiany tylnego koła na takie, które posiada normalną piastę tzn. kasetową a nie na wolnobieg, jest nieunikniony i ten temat wcześniej czy później powróci. Właściciel był nieco sceptyczny deklarując, że “on nie będzie wcale katował” :)

Jak można było przypuszczać miałem rację jednak nie sądziłem, że będę miał rację dwa razy :) Pierwsza ułamana oś nie była specjalnym zaskoczeniem choć awaria nastąpiła szybciej niż zakładałem. Oczywiście pęknięcie nastąpiło od strony wolnobiegu i jest ono wynikiem złego projektu piasty przez który oś jest obciążona najmocniej w tym miejscu, a że wykonana z takiego sobie materiału, to zawsze tam pęka.

Szczęśliwie nie było problemu z kupnem części, czyli całej osi z konusami, które to graty są do nabycia w pobliskim sklepie (w tym przypadku był to jeden ze sklepów na Nowowiejskiej w Warszawie) Cena była niska i wyniosła jakieś ~15 PLN czyli bez dramatu. Pamiętajcie, że klucz do wolnobiegu to nie jest klucz do kasety! Oś po wyjęciu była jeszcze w jednym kawałku, ale kiedy ją dotknąłem po prostu pękła ;) Właściciel miał fart, że nie strzeliła w czasie jakiejś zamiastowej wycieczki bo wtedy byłoby kiepsko. W czasie składania do kupy okazało się, że jest problem z równym ustawieniem koła w ramie. Problem, którego nie miałem od lat składając wielokrotnie różne piasty tylne. Po lekkim cudowaniu z podkładkami z obydwu osi tj: starej i nowej w końcu się udało jednak coś nie do końca było dobrze. Nie podobało mi się jak to wszystko wygląda, ale nic więcej nie dało się zrobić a koło kręciło się normalnie.

Przy okazji został założony nowy wolnobieg i łańcuch. Plan był taki, że nowa oś i napęd zapewnią spokój do końca roku pańskiego 2011. Uczuliłem właściciela co by zad podnosił przy każdej większej przeszkodzie, która wygląda jak krawężnik, i naprawdę uważał bo tylna piasta nie jest najwyższych lotów. Obiecał podnosić i uważać co było miłe tyle, że nie pomogło bo niebawem wrócił do mnie z kolejną połamaną osią. Tego było za dużo i stało się jasne, że jakiekolwiek inwestycje w to wczesno średniowieczne rozwiązanie to marnowanie pieniędzy.

Szybka analiza kosztów wykazała, że najtaniej będzie kupić komplet gotowych kół i tak też się stało :) Mbike otrzymał całkiem milusie koła Mach 1 Exe, zbudowane w oparciu o piasty JoyTech wyposażone w mocowanie hamulca tarczowego. Za ok 200 PLN jest to najsensowniejsze rozwiązanie i do tego dostępne lokalnie więc decyzja była szybka. Koła niebawem doczekają się oddzielnego opisu ponieważ mam dwóch testerów, którzy użyszkodnikują takie zestawy w swoich rowerach i mogę coś na ten temat powiedzieć :)

Wymiana koła na takie z piastą kasetową wymagało dokupienia samej kasety i było to wyrób Shimano HG 41

Aby 8 rzędowa kaseta bez problemu współgrała z 7 biegowymi manetkami należy wyciąć jeden bieg czyli tak ustawić przerzutkę aby wyeliminować najtwardsze bądź najbardziej miękkie przełożenie. Z uwagi na nędzny charakter mazowieckich nawierzchni oczywistym wyborem było pozbycie się dostępu do największego koła łańcuchowego kasety. Chwila regulacji i rower był gotowy do jazdy.

Poprzednie koło jeździło przerobione na Ghetto tubeless i gdyby nie zbliżająca się wielkimi krokami zima to nowy zestaw również pracowałbym w tym systemie. Aby uszczelniacz nie zasechł za szybko należy regularnie kręcić kołami co staje się problemem kiedy w zimę aluminiowy rumak jest zastawiony innymi meblami tak aby zajmował możliwie najmniej miejsca. Właśnie dlatego do łask wróciła dętka i opona CST 1388 2,3″ Jest to rozwiązanie tymczasowe do wiosny. Całość prezentuje się całkiem nieźle :)

Wszystko było pięknie, Mbike pojechał w siną dal, ale zanim zdążyłem schować narzędzia telefon zadzwonił, że jest dziura w dętce… O żesz go w sznycel pomyślałem i przygotowałem łyżki do opon Co się okazało… otóż była to moja wina :( Niestety dokonałem strasznej głupoty, w ferworze walki, i nie zrobiłem opaski na obręcz. Dętka została przecięta ostrą krawędzią otworu montażowego na nypel i było po sprawie. Zrobiłem opaskę z taśmy duct tape, napompowałem koło i było po krzyku. Potwierdziła się stara zasada, że małe i głupie błędy powodują duże i uciążliwe awarie. Hańba mi!

Kolejną “usterką” był problem z nowym suportem. Kupiłem to co było w sklepie choć bez przekonania ponieważ producent nie opisał w jakim standardzie jest stożek (JIS czy ISO) Bardzo szybko okazało się, że korba SR Suntour jest w tym drugim i zaczęło się wyrabiać gniazdo na kwadrat. Błyskawiczna interwencja z podkładkami pomogła i ramię napędowe przestało się odkręcać. Z moich obserwacji wynika, że produkty SR Suntoura są robione po JIS i w przypadku konieczności kolejnej wymiany taki suport poleciłbym kupić. Na alleprowizji jest niewielu sprzedawców, którzy podają te informację, ale produkty RPM/FSA są dostępne i warto za nie zapłacić nieco więcej z uwagi na naprawdę niezłą jakość (montowałem taki suport w innym rowerze)

Dotychczasowe niezbędne inwestycje to:

  • suport 21 PLN
  • wolnobieg i łańcuch 40 PLN
  • oś tylnej piasty 15 PLN
  • kaseta 8 sp 50 PLN
  • komplet kół 200 PLN

Wszystkie wydatki zamknęły się w kwocie 326 PLN. Patrząc na historię Avengera, z perspektywy czasu, można by powiedzieć “lepiej było dołożyć i od razu kupić rower w kwocie 1500 PLN to byłby spokój” Owszem, pod warunkiem że ma się do dyspozycji taką kwotę w chwili dokonywania zakupu.

Kupując rower w danym budżecie zawsze będziemy łapać się na tym, że wystarczyłoby dołożyć te 300 PLN i byłoby dużo lepiej tyle, że 300 PLN to 1/4 wartości całego zakupu. Sztywne ramy finansowe nie ułatwiają życia, ale uczą pokory i dokładnej analizy oferty rynkowej. Tak, Mbike wymagał dosyć mocnego doinwestowania jednakże wydatki rozłożyły się na okres ponad jednego roku od chwili kupna wobec czego nie były aż tak mocno odczuwalne. Po przejściu wszystkich chorób wieku dziecięcego nadszedł czas stabilizacji.

Bez cienia wątpliwości najsłabszym punktem jest tylne koło zbudowane na piaście pod wolnobieg. To się po prostu nie sprawdza. Tak jak wspomniałem wcześniej, producent powinien był złożyć tylne koło w oparciu o piastę kasetową a oszczędności szukać w tańszej kasecie, oponach oraz korbie – produkty no name sprawdziłyby się bez problemu.

Mbike popełnił błąd stawiając sobie za punkt honoru dobrą specyfikacją, w rowerze gdzie cena jest najważniejszym kryterium wyboru. Wobec tego gdzieś musieli obniżyć koszt produkcji aby zachęcić potencjalnego klienta. Niestety oszczędność na tylnym kole, w rowerze terenowym, jest ta samo mądrym pomysłem jak przywiązywanie byka do ogrodowego krzesła za pomocą gumki recepturki w nadziei na to, że taki zestaw go utrzyma. W filmach animowanych owszem, ale w prawdziwym życiu to nie działa.

Póki co to tyle w temacie Mbike’a ale to nie jest koniec jego drogi :) Rower będzie poddany modernizacji i na wiosnę 2012 pokaże swoje nowe oblicze :)

Aktualizacja 16/07/2012

Mściciel powrócił :) Wraz ze zmianą pracy właściciel zaczął regularnie jeździć do roboty na rowerze.  Mbike codziennie kręci  kilometry a graty się testują. Tym razem postanowiłem pożenić rower z moim poprzednim Duro https://endurorider.pl/sr-suntour-duro/ Jest to ciekawa historia więc poświęcę jej chwilę.

Od samego początku wiedziałem, że SR Suntour XCT V3 to wyrób widelcopodobny jednakże mając na uwadze charakter roweru oraz cenę i inne czynniki starałem się za wszelką cenę NIE używać tego określenia i skupić się na pozytywach tej konstrukcji.  Z dumą mogę powiedzieć, że udawało mi się to bardzo długo  i dopiero niedawno wypaliłem z tym określeniem. Było to spowodowane faktem iż dla wspólnej znajomej kupowaliśmy Krossa A2 Lady, który ma znacznie lepszy osprzęt. W ferworze dyskusji wymskła mi się robocza nazwa XCT. Głupio mi się zrobiło i zacząłem myśleć nad tym jak poprawić sytuację właściciela Avengera. Po chwili olśniło mnie, że Duro leży bezczynnie i zbiera kurz. Po przesiadce na QLC wiedziałem, że nie wrócę do osi 9mm nawet gdyby był koniec świata a jednocześnie nie zamierzałem pozbywać się sprawnego widelca za jakieś grosze. Decyzja była jasna: Duro jedzie do Mbikea! Ustawiłem się z właścicielem roweru i przy okazji dokonałem zmiany ogumienia o czym napiszę chwilę.

Zamiana widelców przebiegła w dziecinnienie prosty sposób. SR Suntour ma na koronie widelca specjale wyżłobienia dzięki którym demontaż dolnej miski sterów jest naprawdę prosty. Wystarczy płaski śrubokręt oraz młotek a po chwili wszystko jest zdjęte.

 To jest mała WIELKA rzecz, która przydaje się raz na dwa lata, ale kiedy jest potrzebna to naprawdę jestem szczęśliwy, że nie muszę z niczym szarpać tylko od ręki zdejmuję to co mi potrzeba.

Reszta sterów nie wymagała wymiany wobec czego wszystkie elementy zostały wyczyszczone i posmarowane a następnie złożone w całość. Mbike nabrał naprawdę niezłego wyglądu. Właściciel był początkowo nastawiony sceptycznie i twierdził, że jeżdżąc na mojej Meridzie https://endurorider.pl/merida-matts-90-hardtail/ nie czuje różnicy w pracy amortyzatora.  Szczęśliwie po kilku kółkach jazdy testowej poczuł w czym rzecz i dlaczego poprzedni widelec nie budził mojego entuzjazmu. Powiem szczerze, że kamień spadł mi z serca ponieważ naprawdę bardzo chciałem, żeby różnica była ewidentna.

Drugą przeróbką było obucie kółek w opony typu Semislik. Taka guma ma bardzo niski bieżnik przez środek, ale na bokach ma normalne kostki które bardzo pewnie trzymają w skręcie. Od dawna miałem komplet takich opon i nie mogę o nich złego słowa powiedzieć poza tym, że mają zbyt małe opory toczenia. Nie żartuję. Na Mazowszu niskie opory to cudowna sprawa bo, niestety, jesteśmy skazani na asfalt i nic nie można na to poradzić. Niestety po przesiadce na normalne opony terenowe opór oraz hałas tych ostatnich potrafią popsuć radość jazdy po Beskidach. Raz coś takiego przeżyłem i od tego czasu moje semislicki nie były używane choć bardzo mnie korciło aby do nich wrócić. Te niepozorne gumy bez problemu radziły sobie na Mazowszu nawet w czasie błota, świetnie trzymając w zakręcie a jednocześnie będąc bardzo cichymi i efektywnymi na asfalcie. Ponadto Impac bez problemu daje się przerabiać na Ghetto tubeless. W tej chwili są dętki, ale to wynika wyłącznie z tego, że nie mogę się zdecydować jaki kompresor kupić jednakże kiedy, w końcu, podejmę decyzję to dętki wypadają z Mbike’a.

Przy okazji przeglądu wyszło na jaw iż lewe ramie korby SR Suntour zaczyna się wyrabiać. Początkowo sądziłem, że jest to zwykły luz jednak okazało się, że sprawa jest poważna. Na chwilę obecną jest podjęta decyzja aby jeździć na tym do samego końca a potem kupić coś na wielowypust i puścić w niepamięć korby “na kwadrat” Poza tym wyszły wyłącznie kwestie eksploatacyjne takie jak klocki hamulcowe. Na szczęście nowe tylne koło ma się świetnie i nic złego tam się nie dzieje.

Uważam, że w tej chwili Mbike Avenger mógłby sie przejechać po Beskidach.  Bez mega hardcoru, ale stawiam na to, że pojedzie i wróci w jednym kawałku.

Przeglądając historię tego roweru ciężko mi nie napisać “a nie mówiłem”. Wszystkie słabe punkty roweru wyszły na jaw i to stosunkowo szybko. Z drugiej strony łatwo jest mędrkować kiedy przestaje się kontrolować budżet.  Tutaj sytuacja była jasno i bezdyskusyjnie określona bez pola manewru.

Jeżeli policzymy wszystko po kolei to lepiej jest kupić gotowy rower na lepszym osprzęcie jednakże nie można zapomnieć o tym, że obecna postać Mbike’a jest wynikiem ewolucji a nie rewolucji. Właściciel jest zadowolony i zżyty ze swoim rowerem. Wszystkie kolejne zmiany bardzo pomogły w całokształcie i teraz mamy bez awaryjny rower, który nie marudzi. Ostatnim elementem jest wymiana korby, ale to też jest odsunięte w czasie.

Z mojego punktu widzenia Mbike jest coraz bardziej zdefiniowany i coraz fajniejszy. Jako mocny rower miejski i okołomiejski jest naprawdę fajny. Endurowiec z niego nie będzie, ale dzielny niedzielny wojownik jak najbardziej.

Aktualizacja 17/07/2013

Dzisiaj została zakończona kolejna duża modernizacja Mbike’a. Po wielu perypetiach i mega opóźnieniu mogę z radością oznajmić iż nowe wcielenie mściciela pojechało na kolejną turę dzielnej służby. Cały proces, który planowo miał być: a) łatwy b) szybki i c) przyjemny przerodził się w dziką walkę w której lwią część odegrała cholerna poczta polska oferująca usługę listu poleconego priorytetowego, który szedł od 13 do 18 czerwca. W międzyczasie byłem “na placówce” zaledwie dwa razy pytając uprzejmie gdzie do cholery jest mój klucz do rozkręcania bębenka w piaście.

Mało tego dołożyłem odpowiednią dozę własnego talentu dzięki czemu skomplikowałem sobie życie a rower stał u mnie dłużej niż tak naprawdę musiał.

Ale zacznijmy od początku… czyli od pierwszej usterki, która postawiła mnie w stan najwyższej gotowości. Po zakręceniu tylnym kołem kaseta kolebała się na boki jak głupia!

Zamurowało mnie. Takie zachowanie jest typowe dla piast z wolnobiegiem gdzieś oś jest bardzo mocno wygięta i za chwilę pęknie. Ok, JoyTech to nie jest szczyt marzeń, ale konstrukcja sprawdzona od lat i taka sytuacja nie powinna mieć miejsca. Jeszcze bez rozbierania piasty zadecydowałem o tym, aby kupić całą nową oś bo to ona jest przyczyną problemów. Okazało się, że na alleprowizji te części są dostępne bez problemu a że cena oscylowała w okolicy 10 PLN to zasugerowałem co by kupić dwie kompletne osie z konusami etc. bo żreć nie woła a gdyby sytuacja miała się powtórzyć to szkoda płacić za wysyłkę tyle co za same graty. Jako, że łańcuch też już dogorywał to zamówienie skumulowało się u jednego sprzedawcy.

Łańcuch przyszedł. HG 50 116 ogniw w całej okazałości.Osie też przyszły.

Bardzo zadowolony z siebie rozebrałem koło, wyjąłem starą oś i z niezmąconą pewnością siebie przetoczyłem ją po płaskiej powierzchni żeby sobie obejrzeć jak bardzo jest wygięta. Była idealnie prosta. Ożesz go w sznycel! Skucha i to jaka. Skoro oś jest prosta a kaseta kolebie się jak głupia to odpowiedź jest tylko jedna: bębenek.

Czy rozebranie bębenka to problem? Nie, o ile ma się klucz do bębenka. Procedura nie jest specjalnie skomplikowana: https://endurorider.pl/jak-rozebrac-bebenek-w-piascie-shimano-instrukcja/ Pech chciał, że akuratnie nie miałem w/w bo byłem na etapie muszenia kupienia tego klucza zanim będzie potrzebny. Poczta polska poleciała w kulki i dramatycznie opóźniła przesyłkę. W międzyczasie zdążyłem kupić klucz imbusowy 12mm. Po co go kupiłem? Otóż po to aby odkręcić bębenek od piasty. Po raz kolejny z niezmąconą pewnością siebie uznałem, że skoro 10mm (tyle jest w Shimano) to za mało to trzeba mieć 12.

Oczywiście, że nie zmierzyłem przed zakupem :) Dlaczego? Po pierwsze: niezmącona pewność siebie przekonała mnie, że na pewno mam rację a po drugie 12mm było stosowane przez niektórych producentów np: WTB. Możecie sobie teraz wyobrazić mój beznamiętnie tępy wyraz twarzy kiedy okazało się, że 12mm to za dużo, ale spoko bo 11mm będzie akurat. Po tym jak sam zgłosiłem się do nagrody Darwina czułem, że cały świat leży u moich stóp i mogę wszystko. Nie zamierzałem czekać do następnego dnia tylko użyć wszystkiego co mam pod ręką aby odkręcić ten cholerny bębenek w całości (klucz do bębenka był w drodze dopiero od kilku dni więc oczywiste, że jeszcze nie dotarł)

Na pierwszy ogień poszedł stary klucz do konusów piast. Odciąłem górę a następnie kolejny kawałek wzdłuż tak aby uzyskać coś na kształt klucza płaskiego 11mm. Dałem radę, ale mój twór momentalnie skręcił się niczym makaron świderek. Nic to, bo asortyment garażowy pozwala na dalszą walkę.

Na drugi ogień poszła twarda śruba, której łeb opiłowałem na szlifierce stołowej tak aby uzyskać 11mm. Udało się nawet znośnie. Następnie nakręciłem kilka nakrętek tak aby zblokować jedne drugimi i założyć na to klucz co miało pozwolić na odkręcenie śruby scalającej bębenek z piastą. Tym sposobem wykręca się szpilki np: z piast samochodowych. Problem w tym, że bez względu na to jak bym się nie zaparł to byłem w stanie nic zrobić. Wtedy po raz pierwszy dotarło do mnie, że ta śruba jest troszku za mocno przykręcona w stosunku do tego jak to jest robione w Shimano. Mówi się trudno bo i tak musiałem czekać na klucz do bębenka… Złożyłem wszystko do kupy i w czasie jazdy testowej okazało się, że napęd strzela czego jeszcze kilka dni wcześniej nie robił. Teraz naprawdę się zaniepokoiłem co tam się dzieje, bo falowanie kasety to jedno, ale jeżeli zapadki się kończą w kole, które ma przejechane ze 2k km to jest naprawdę nędza. Założyłem swoją kasetę i było dokładnie to samo. Łańcuch strzelał na twardych przełożeniach. Oddałem Avengera, ale bunt napędu zrobił się tak uciążliwe, że rower wrócił do mnie następnego dnia i czekał aż jeden klucz dojdzie a drugi dokupię. Koniec końców okazało się, że kaseta HG 51 polegał w stylu mazowieckim czyli 4 najmniejsze koła łańcuchowe. Co ciekawe były zniszczone, ale bez ewidentnych śladów jak to zwykle ma miejsce. Po raz kolejny stara prawda ma głos: łańcucha trzeba bardzo pilnować i jak tylko zacznie wykazywać oznaki wyciągnięcia to wymieniać na nowy.

Następne podejście nie było aż taką prowizorką bo w końcu miałem zamówione tydzień wcześniej narzędzie. Brak tej małej pierdółki wstrzymywał postęp prac. Klucz jak klucz, ale aby nim operować jest potrzebny jeszcze jeden a konkretnie to klucz płaski 24mm, który musiałem kupić tylko i wyłącznie z tej okazji. Nie byłem przesadnie zadowolony, ale skoro nikt nie sprzedawał innej wersji to cóż było robić.

Uzbrojony w narzędzia i wolę walki po antenkę na bereciku, oraz zgrzewkę wody mineralnej, powziąłem decyzję o nie wychodzeniu z garażu tak długo, aż wszystko nie zostanie rozebrane wedle mojego planu. Po raz nie wiem który rozbroiłem piastę, włożyłem do środka klucz 11mm i zacząłem się siłować. Pierwsze odkręcenie jest zawsze trudne, ale tutaj ewidentnie coś było nie tak jak trzeba. Pot lał się ze mnie jak https://endurorider.pl/nutrend-reg-ge-unisport/ z dziurawego bukłaka a śruba nawet nie drgnęła. Zorganizowałem pomoc. Ostatnia próba odkręcenia wyglądała tak, że trzymałem koło a mój kolega stanął całym ciężarem ciała na kluczu i choć ułomek to nie jest to nic nie drgnęło. Myślę, że to było tak: Ping i Pong na jednej linii produkcyjnej stali. Ping zapytał Ponga jak on to robi, że śruba trzymająca bębenek zawsze mu się wkręca do samego końca bo on ma z tym problem i musi poprawiać. Na co Pong odpowiedział mu, że rozwiązanie jest proste jak pałeczki do ryżu: trzeba ustawić klucz pneumatyczny na 7 a nie na 2 i wtedy wszystko zawsze pasuje. Ping tak zrobił a koło trafiło do Mbike’a Avengera.

Jak do tej pory to jest pierwszy i jedyny raz kiedy nie udało mi się czegoś odkręcić w rowerze. Postanowiłem rozbroić bębenek bez ściągania z piasty.

Jak widać konstrukcja sprzęgła jest dwu zapadkowa czyli prościej się nie da. W środku brak oznak wybuchu bomby ani innej działalności terrorystycznej. Kulki w normie, zapadki nie posklejane. De facto największa różnica pomiędzy JoyTechem a Shimano to fakt, że JT ma nie dwie (jak Shimano) a kilka podkładek oraz jedną większą, która pozycjonują korpus bębenka. Niestety próby ze zmianą ilości, kolejności etc. nie dały żadnych rezultatów i ewidentnie wyczuwalny luz bębenka przy korpusie piasty nie dał się zlikwidować. Ja odpadłem i stało się jasne, że koło trzeba reklamować bo taka zabawa nie może trwać w nieskończoność. Od razu powiem, że reklamacja została uznana i lokalny warszawski sprzedawca alleprowizjowy stanął na wysokości zadania wymieniając piastę na nową, wyposażoną w bębenek bez żadnego luzu. Tak jak poprzednia ta też była bardzo, ale to bardzo skąpo potraktowana smarem stałym. Dla zachowania dobrego samopoczucia bębenka nie dotykałem. Pomimo tego, że opis tematu tylnego koła jest krótki to cała zabawa ze wszystkimi kluczami oraz samą reklamacją trwała w sumie kilka tygodni :/ Na szczęście miałem moje stare koło więc rower nie był totalnie uziemiony.

Kolejnym etapem modernizacji była zmiana korby. Już w zeszłym roku było wiadomo, że wyrobione ramie SR Suntoura XCT będzie musiało zostało zostać wymienione. Póki wszystko trzymało się względnie razem, czyli bez konieczności używania poxipolu uznałem, że nie ma sensu tego ruszać. Zamiast kupować nowy komponent postanowiłem wstawić moją starą korbę https://endurorider.pl/truvativ-iso-flow/ Ten niepozorny model zyskał moje uznanie swoją trwałością oraz bardzo dobrą ceną. Tyrałem ją w każdych warunkach z ogromną przyjemnością, będąc spokojnym o trwałość suportu klasycznej budowy a oś Power Spline (Mini Isis) nigdy nie sprawiła mi żadnego problemu. Jako, że natłukłem na niej naprawdę sporo kilometrów wiedziałem, że środkowe koło łańcuchowe będzie na 100% do wymiany. Nawet nie próbowałem szukać zamiennika Truvativa tylko od razu powiedziałem właścicielowi Avengera aby kupił Shimano do korby trój-rzędowej. Rozstaw śrub 104mm, zębów 32. Kazałem szukać po taniości i udało się kupić FC-M415 (Alivio) Najważniejsze, że materiał to stal, która żyje bez porównania dłużej niż odpowiednik ze stopów aluminium.

Jeżeli zastanawiasz się czy Shimano pasuje do SRAMA to odpowiedź brzmi TAK, ale trzeba lekko podziałać z pilnikiem w przypadku ISO Flow’a. Rozstaw śrub jest ten sam, ale miejsce styku koła łańcuchowego z korbą jest inne. W Shimano jest łukowate a w ISO jest proste. Bez przeróbek da się to przełożyć do https://endurorider.pl/truvativ-firex-gxp/ Pomimo tego, że stal jest twarda to spiłowanie nie jest aż tak uciążliwe jak mogłoby się wydawać. Jeżeli mamy do dyspozycji stabilne imadło i duży pilnik do metalu to w 45 minut temat jest załatwiony. Jak na złość nie miałem małej tarczy do szlifierki kątowej więc nie mogłem skorzystać z uroków elektronarzędzi.

Nie wyglądało to super ładnie tym razem, ale bobrowałem to późno w nocy i nie miałem czasu na cackanie się. Z uwagi na to, że robiłem to któryś już raz i wiem doskonale, że tę czynność trzeba będzie powtórzyć to postanowiłem podziałać również z samą korbą. Stara jest, styrana jest, no i mam jeszcze jedną taką więc nie było się czego bać.

Korba jest bardzo łatwa w obróbce. Właściwie to jest tak łatwa, że trzeba uważać żeby jej za bardzo nie zbobrować :) Zbierając materiał z dwóch miejsc jest szybciej i łatwiej spasować ze sobą powierzchnie. Efekt końcowy wygląda tak. Śruby mocujące zostają bez zmian. Ja zrobiłem błąd bo chcąc zrobić szybko zebrałem za mało materiału i musiałem wszystko rozbroić bo pasowanie było złe. Stara prawda jest taka, że wszelkie modernizacje trzeba robić na spokojnie. No cóż: człowiek nigdy nie uczy się tak dobrze jak na własnych błędach. Złożyłem wszystko do kupy i przy okazji postanowiłem zmienić przednią przerzutkę na mojego Altusa  Chciałem pozbyć się Turney FD TZ 20 bo wygląda tandetnie… To był kolejny dobry pomysł. Od razu urwała się śruba trzymająca przerzutkę więc na dzień dobry odbyłem ćwiczenia praktycznie z zakresu usuwania kawałka tego co było śrubą. Za pomocą szlifierki stołowej opiłowałem kikuta “na płasko” po czym bez problemu wykręciłem go obcęgami.

Awaria była spowodowana tym, że pod obejmą była tylko jedna redukcja a nie dwie więc siłą rzeczy śruba było zdrowo przekoszona.

Następny krok to gwintowanie otworu na większy rozmiar.

Szczęśliwie średnica nie za duża to i moment niezbyt wielki więc spokojnie można to zrobić w ręku. Tym razem postanowiłem być mądrzejszy i dołożyłem jeszcze jedną redukcję na rurę podsiodłową. Pocięta puszka aluminiowa zawsze się przyda.Założyłem, wyregulowałem wstępnie i spiąłem z moim starymi manetkami Alivio. Tył zaskoczył bez problemu, ale przód stawił opór straszliwy. Wrzucenie łańcucha na blat było bardzo ciężkie i jeszcze trochę a łatwiej byłoby to zrobić łomem w czasie jazdy. Znowu miałem zagwostkę co się dzieje do cholery. Tym razem. To o czym warto wiedzieć, to fakt że manetki przednie Shimano mają różny uciąg linki w zależności od modelu i rocznika. Zazwyczaj to nie ma znaczenia bo jest to zrobione tak, że po prostu działa jednak czasami bywają różne dziwne akcje. Mając sprawne linki i pancerze zrzuciłem winę właśnie na ten czynnik. Wrzucanie na blat ciągle kulało, ale 2 i 1 chodziły znośnie. Pomimo usilnych prób regulacji nie chciały dać z siebie nic więcej…

Walczyłem z tematem naprawdę długo, aż w końcu doznałem kolejnego olśnienia: blat jest krzywy! Zakładając starą korbę wiedziałem, że jest techniczne sprawna ale kompletnie zapomniałem o tym w jakim stanie są koła łańcuchowe. Środek był nowy, a małej nigdy nie skrzywiłem więc został ten nieszczęsny blat. Jego falowanie połączone ze zbuntowaną przednią przerzutką to był poważny problem bo łańcuch był kiepsko wciągany na górę a do tego tarł o prowadnicę. Próbowałem go lekko naprostować, ale z moich dotychczasowych doświadczeń jasno wynika, że to jest dobre na chwilę a na dłuższą metę nic z tego nie wychodzi. Szczerze mówiąc to zdrowo mi się odechciało. Miałem już zaproponować przejście na system HT2, ale na wszelki wypadek rzuciłem okiem na alleprowizję i znalazłem fabrycznie nowego ISO Flowa’a! Z moich ISO Flowów mam dwa sprawne wkłady suportu więc dużo korzystniej jest kupić całą korbę niż zmieniać system. W oczekiwaniu na kolejną paczkę uznałem, że to nie manetka jest przyczyną problemu tylko przedni Altus. Nie mając nic do stracenia postanowiłem docelowo wrócić do odrzuconego Turneya.

Korba przyszła i po raz pierwszy w życiu miałem w rękach boxowego ISO flowa :)

Po założeniu starej przedniej przerzutki oraz nowej korby bunt napędu ustał natychmiast i wszystko zaczęło działać naprawdę wyśmienicie. I przez chwilę będzie świeżo wyglądać :)

Kolejna modernizacja to przejście na hamulce tarczowe. Wykorzystaliśmy moje M 535. https://www.endurorider.pl/shimano-br-m535/ Te hamulce to nie są demony mocy, ale po prawie 3 LATACH leżenia po prostu wziąłem je z półki, przetarłem i założyłem do roweru. Wszystko działa, nic nie jest zapowietrzone. Skuteczność hamowania całkiem dobra.

Do tego doszły nowe tarcze hamulcowe w rozmiarze 160mm.

Trzeba przyznać, że wyglądają naprawdę fajnie, a ponadto w komplecie są śruby i podkładki.

Bardzo dobry zestaw w bardzo dobrej cenie. Producent wyraźnie zaznacza, że te dyski są tylko do użytku z okładzinami żywicznymi więc z tym większą radością zapoznałem je z moim klockami spiekanymi https://endurorider.pl/metaliczne-klocki-hamulcowe-shimano/ Ujmując to jednym zdaniem: tarcze dotarły się bardzo szybko :) Póki co nic nie piszczy etc.  Mam tylko jedną uwagę dotyczącą śrub: one są jakieś dziwnie miękkie i nie mają żadnego porównania do https://endurorider.pl/sruby-do-tarczy-hamulcowej-dartmoor/

Rzecz jasna hamulce nie obejdą się bez adapterów. W tym przypadku wersja IS->IS do rozmiaru 160mm F- przód, R – tył.

Przeglądając moją szafę z awaryjnymi komponentami trafiłem na kierownice Dartmoor Rifle. Zdjąłem to co było fabrycznie w Mbike’u i okazało się, że ta zaledwie 60 cm rurka to kawał kowadła! Naprawdę nie jestem specjalnie zawzięty kiedy chodzi o wagę roweru jednak to była przesada. Rifle jest lżejsza oraz znacznie szersza. Kiedyś już proponowałem taką zmianę, ale właściciel Mbike’a nie czuł potrzeby. Teraz nie wydaje mi się aby wrócił z własnej woli do węższego rozmiaru :) Szeroka i gięta kierownica to wygodna kierownica. Kokpit prezentuje się konkretnie.

Oto efekt końcowy.

Mbike Avenger przeszedł naprawdę długą drogę i teraz mamy rower, którym spokojnie można się włóczyć w konkretnym terenie. Z oryginału pozostała rama, przerzutki, sztyca z siodłem, wspornik kierownicy i stery :) Jak do tej pory była tylko jedna awaria (tylne koło) a reszta bez problemu. W najbliższym czasie będziemy myśleć o nowych oponach bo tył zaczyna dogorywać. Rzecz jasna coś dobrego, taniego i fajnie wyglądającego jest już upatrzone :)

Ewolucja nie jest tak spektakularna jak rewolucja, ale efekt końcowy jest bardzo dobry. Jak Wam się podoba obecna wersja Avengera?

Jeżeli nie chcesz przegapić żadnej aktualizacji strony Endurorider.pl zapisz się do Newslettera

Jeżeli w komentarzu podano prawdziwy adres e-mail to dostaniesz informację kiedy Twoja wypowiedź zostanie opublikowana. Pamiętaj aby sprawdzić folder SPAM.

kamil/Endurorider.pl

Autor: 

Twórca i założyciel Endurorider.pl Bezkompromisowy wielbiciel grubych opon i prawdziwej górskiej jazdy.

Powiązane wpisy

Jeden komentarz do “Mbike Avenger”

  1. […] zbyt mała moc bez względu na rozmiar tarczy i zastosowane klocki. Obecnie 535 jeżdżą w https://endurorider.pl/mbike-avenger/ i nadal nic im nie dolega pomimo tego, że przez prawie 3 lata leżały na półce. Płyn mineralny […]

Podziel się swoją opinią

Ta strona korzysta z ciasteczek aby świadczyć usługi na najwyższym poziomie. Dalsze czytanie oznacza, że zgadzasz się na ich użycie. Więcej

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close