Jesteś tutaj

Ghetto tubeless podsumowanie

Ghetto tubeless podsumowanie

Ghetto tubeless, czyli przeróbka opon dętkowych na bezdętkowe bez konieczności zmiany obręczy, to najbardziej czadowa przeróbka moich rowerów jaką zastosowałem w tym życiu. Jestem zakochany w tym motywie i prze szczęśliwy, że udało mi się pozbyć dętek jako klasycznego nośnika powietrza.

Do testu zaprosiłem jeszcze dwie osoby tak aby wyniki i spostrzeżenia były maksymalnie miarodajne i nie opierały się wyłącznie na moich uwagach. Teraz przyszedł czas na podsumowanie. Bardzo dużo osób przywiązuje największą uwagę do przebiegu czyli ilości przejechanych kilometrów, ale w tym wypadku ważny jest CZAS czyli jak długo dany zestaw funkcjonuje bez konieczności robienia czegokolwiek.

Na pierwszy ogień idzie rower Natalii czyli ultra wygodny produkt  z Decathlonu.

Natalia: mój rower to zwykły uniwersalny dwukołowiec z Decathlonu B’TWIN 5 DAILY z ramą aluminiową, koła 28 cali. Zakupiony w styczniu b.r. po zmianie ze starej holenderki. Sklep opisuje jego przeznaczenie tak “do regularnych rekreacyjnych wycieczek po drogach i szosach i do okazjonalnej jazdy po mieście na krótkich i średnich dystansach”, czyli właściwie wszystko się zgadza.

Moje jazdy rowerem to głównie dojazdy do pracy ok. 20 km dziennie, polegające na przebijanie się przez zatłoczone miasto po nielicznych ścieżkach, bardziej licznych nierównych chodnikach i najbardziej licznych z całej reszty wysokich jak na warunki nie tylko rowerowe krawężnikach. Oprócz pedałowania w dni robocze, raczej nie ulewne, można doliczyć wypady weekendowe. To raczej trasy po terenach podmiejskich, leśnych ale z kategorii “wygodnych” – raczej są to drogi ubite, a krawężniki wymieniają się w tej opcji na kamienie i korzenie.

Trasy średnio po 50-80 km. Czyli myślę tak, aby normalnie, bez napinania, żeby popedałować sobie dla zdrowotności.

 24 maja 2011 to znaczący dzień dla mojego, całkiem nowego, roweru.  Od tego czasu jeżdżę na Ghetto tubeless, czyli pozbyłam się dętek, które notorycznie przebijałam.

Dziś zajrzałam na sports-tracker.com, gdzie mam swoje konto, i moje wszelkie wypady rowerowe są odnotowywane niczym okiem wielkiego brata, i okazało się, że póki co przejechałam na GT 2014 km (sports tracker).

Zastanawiam się ile razy musiałabym zmieniać dętkę mając zwykłe opony…? Obstawiam przynajmniej jedną w miesiącu, bo tak do tej pory było… Kiepsko, gdy wraca się z pracy, odstawia rower, a rano ruszając zastaje się flaka… Na szczęście od maja mi się to nie zdarzyło.

Póki co wad GT nie poznałam.  Może dlatego, że nie miałam jakiejś spektakularnej akcji “FLAK” typu “jak pozbyć się powietrza w ciągu 5 pięciu sekund na weekendowej wycieczce, będąc bez zapasowej dętki” – bo to też przeżyłam na zwykłych oponach. [Akcji totalny flak na GT nie chcę sobie wyobrażać, bo nie wiem w jakiej ilości płynu uszczelniającego bym się ubabrała. :)]

 Do zalet zaliczam z pewnością:

– ograniczenie przebicia opony właściwie do zera – zastanawiam się czasem ile razy zmieniałabym normalną dętkę i ile razy GT się samo uszczelniło w momencie przebicia. (Wiem, że raz z pewnością mi się to zdarzyło, bo następnego dnia po powrocie pod tylnym kołem była mała plamka płynu, a ciśnienie w oponach nieco niższe.)

– większy komfort jazdy – mam wrażenie, że opony lepiej amortyzują nierówności i jeździ się bardziej “miękko”.

– niższe ciśnienie w oponach – mając GT jeżdżę na niższym ciśnieniu, co wcale nie jest nie komfortowe, po prostu czasami sprawdzając wiem, że jest słabsze, ale nie rzutuje to na wygodę i bezpieczeństwo, a nie muszę tego kontrolować, ani siłować się z dopompowywaniem raz na jakiś czas.

– może to wrażenie subiektywne (bo jak to możliwe), ale są bardziej przyczepne… i mknie się na nich super.

Komentarz: od czasu przerobienia aż do końca października system był szczelny. Dopiero po 4 miesiącach spotkaliśmy się na dolewkę Pit Stopa TNT ponieważ tylne koło trzeba było dopompowywać dwa razy dziennie co było wyjątkowo uciążliwe i mało zabawne. Wystarczyło 30 ml dolewki poprzez zawór samochodowy (po uprzednim wykręceniu wentyla) aby wyłapać nieszczelność. Uszczelniacz zapienił się w jednym miejscu i było po krzyku. Ponieważ nie demontowałem systemu to cała operacja odbyła się za pomocą zwykłej pompki serwisowej (podłogowej) Wszystko trwało może z 15 minut łącznie z wyjęciem koła, spuszczeniem powietrza i ponownym pompowaniem. Od chwili dolewki aż do teraz nie mam żadnych sygnałów o tym, że są problemy z trzymaniem ciśnienia.

Drugi tester to pogromca Mbike’a Avengera znany Czytelnikom jako notoryczny łamacz osi w piaście z wolnobiegiem :)

Bartłomiej: od maja  jeżdżę sobie na oponach przerobionych przez Kamila na GT. Jako rowerzysta – amator podczas jazdy po mieście specjalnej różnicy nie widziałem. Dziś jednak miałem po raz pierwszy okazję sprawdzić opisany powyżej system w (szumnie to nazywając) terenie. Wycieczka nad Zalew Zegrzyński drogą gruntową wzdłuż kanału pokazała, że rower był odczuwalnie stabilniejszy w porównaniu do czasów dętkowych, gdy los rzucił przed moje koła dziurę w drodze albo piaszczystą zaspę.

Na maniakach jazdy po górach piaszczysto-trawiasta droga gruntowa pewnie nie jest reprezentatywna, ale cóż, ja tam sobie chwalę ostateczny efekt. Do moich potrzeb jest to dobre rozwiązanie.

Komentarz: Ghetto tubeless jeździ w rowerze Bartłomieja cały czas w przednim kole. Nowe tylne koło jest w tej chwili dętkowe jednak jest to związane wyłącznie z zimowaniem roweru. Stare tylne koło pomimo tego, że leży nie używane traci powietrze bardzo powoli więc system jest nadal szczelny. W międzyczasie opony przeszły “test kota”, który postanowił się po nich wspinać używając pazurów, w związku z czym pojawiły się liczne białe krople uszczelniacza… a opona utrzymała powietrze :) Przez cały czas było zero przebić ani innych przykrych niespodzianek.

A jak wypadł test u mnie?

Zacznę od tego, że tylko raz miałem awarię GT i to z mojej winy ponieważ dopuściłem aby ciśnienie w tylnym kole spadło poniżej 2.0 barów i w nagrodę uzyskałem taki efekt

czyli centymetrowe rozcięcie boku opony na górskim szlaku. Jak widać po tym zdjęciu, bez problemu rozbroiłem system, założyłem dętkę i pojechałem dalej.

Poza tym ŻADNYCH PROBLEMÓW! W kwestii technicznej: koła przerobione na GT są lżejsze – różnica w wadze waha się od 23 gram aż do 83 gram w zależności od typu koła. Nigdy nie zdarzyło się aby po przeróbce koło było cięższe niż wcześniej.

Od maja 2011 nie miałem problemów z utrzymywaniem ciśnienia, mało tego: przednio koło z Meridy nadal jest szczelne pomimo tego, że nie dolewałem PitStopa. Jeżeli trzeba było dopompować oponę to trwało to chwile ponieważ nie było konieczności pompowania od zera.

Jak się jeździ na GT? No cóż, jest to zupełnie inny świat. W terenie niskie ciśnienie wydobywa z opony walory o których istnieniu do tej pory nie wiedziałem i okazuje się, że nawet tania opona jak CST zaczyna być oszałamiająco przyczepna! Wszystko dzięki możliwości zejścia z ciśnieniem. Na ciśnieniu rzędu 2,0 bar hamowanie jest dużo skuteczniejsze ponieważ opona pracuje całą powierzchnią a nie tylko środkiem. Podobnie jest w zakrętach – można sobie pozwolić na DUŻO więcej.

Na asfalcie opory powietrza są wprost proporcjonalne do spadku ciśnienia czyli są ogromne – opony zaczynają wykonywać nowe, ciekawe, adaptacje klasycznego buczenia :)  Najzabawniejsze jest to, że gumy MTB zaczynają wycierać się w oczach. Szybko to idzie więc jeżeli masz jakieś stare ogumienie, którego chcesz się “legalnie” pozbyć to jest to kolejny argument za Ghetto tubeless :D

Bartłomiej początkowo skarżył się na chybotliwość roweru w szybkich zakrętach jednak po kilku dniach jazdy nabrał pewności i poczuł że odkształcenie opony w czasie ostrego przechyłu nie prowadzi do gleby a do lepszego złapania gruntu rantem terenowej opony.

Sprawdzałem GT w Beskidach i jestem naprawdę zachwycony możliwością jazdy na niskim ciśnieniu bez konsekwencji w postaci snake bitów i innych przebić. Jeżeli nie popełnisz mojego błędu niechlujstwa czyli utrzymasz 2.0 bara w tylnym kole to obejdzie się bez awarii. Naprawdę różnica na plus w zachowaniu rower na Beskidzkich szlakach jest ogromna w stosunku do zestawu dętkowego. Mało tego,  niskie ciśnienie ratuje nędzne opony przed pokrojeniem scyzorykiem na kawałki (test takiego rozczarowania niebawem)

PitStop TNT wysycha równomiernie w oponie tworząc cienką przeźroczystą warstwę, która daje się ściągnąć. Nie ma żadnej zgranulowanej grudy białego syfu. Na podstawie moich doświadczeń widzę, że uszczelniacz na luzie działa przez 3 miesiąc a nawet kiedy wyschnie to spadki ciśnienia są bardzo niskie. Kolejne 30ml płynu i wszystko wraca do normy.

Jedyna wada tej przeróbki to konieczność dostępu do sprawnego kompresora. Poza tym łatwizna. PitStop TNT mógłby być tańszy, ale z uwagi na jego dużą żywotność i równe wysychanie jestem mu to w stanie darować.

Nie przewiduję w tym życiu powrotu do dętek. Nawet jeżeli nastąpi koniec świata to zamierzam zaliczyć mega zjazd do piekła na Ghetto tubelss.

Pozostałe artykuły dotyczące Ghetto tubeless:

Jeżeli nie chcesz przegapić żadnej aktualizacji strony Endurorider.pl zapisz się do Newslettera

Jeżeli w komentarzu podano prawdziwy adres e-mail to dostaniesz informację kiedy Twoja wypowiedź zostanie opublikowana. Pamiętaj aby sprawdzić folder SPAM.

kamil/Endurorider.pl

Autor: 

Twórca i założyciel Endurorider.pl Bezkompromisowy wielbiciel grubych opon i prawdziwej górskiej jazdy.

Powiązane wpisy

Podziel się swoją opinią